Loading...

Do posłuchania

Kilka zróż­ni­co­wa­nych tema­tycz­nie pli­ków dźwię­ko­wych obra­zu­ją­cych moje zain­te­re­so­wa­nia i doświad­cze­nia muzycz­ne (głów­nie wokal­ne). Nie jestem i nigdy nie pre­ten­do­wa­łem do mia­na woka­li­sty, ale śpiew spra­wia mi ogrom­ną przy­jem­ność i nie­wąt­pli­wie będę podą­żał tak­że tą dro­gą wewnętrz­ne­go roz­wo­ju. Jeśli nie­do­sko­na­ło­ści tech­nicz­ne i wyko­naw­cze nie ranią zbyt Pań­stwa szla­chet­nych narzą­dów słu­chu, będę czuł nie­wąt­pli­wy zaszczyt móc podzie­lić się z Pań­stwem tym, co mi w duszy gra 😉

Zapra­szam do słuchania

Gdybyś mogła mnie przeczytać

Pięk­na bal­la­da Gor­do­na Light­fo­ota z 1971 roku. Utwór If You Could Read My Mind, Love spo­pu­la­ry­zo­wa­ny mię­dzy inny­mi przez John­ny­’e­go Casha. Usły­sza­łem tę pio­sen­kę jako frag­ment ścież­ki dźwię­ko­wej do seria­lu “Czar­na lista” i… zadzior­nie utkwi­ła w pamię­ci. Na tyle zadzior­nie, że nie pozwo­li­ła o sobie zapo­mnieć i zmu­sza­ła do reak­cji. Chcąc się pozbyć natar­czy­we­go uci­sku w umy­śle napi­sa­łem pol­skie sło­wa i odpu­ści­ło. Nie jest to tłu­ma­cze­nie, raczej swo­bod­na reflek­sja, a jak­by się nad tym zasta­no­wić, to sta­no­wi inter­pre­ta­cyj­ną anty­te­zę dla pierwowzoru. 

Po prostu pięknie

W nie­do­brych cza­sach, ale w dobrej wie­rze… Zamiesz­czam skrom­ny akt mych wewnętrz­nych roz­te­rek, wąt­pli­wo­ści, emo­cjo­nal­nych sta­nów. Tech­nicz­nie i este­tycz­nie pozo­sta­wia zapew­ne wie­le do życze­nia, ale… nie będę cyze­lo­wać. Niech pozo­sta­nie taki, jaki jest — odbi­cie duszy czło­wie­ka, któ­re­mu się prze­la­ła gorycz. Od ser­ca — dla Was… Trzy­maj­my się!

Lekcja religii

Kie­dy zaczy­nam myśleć o kwe­stiach wia­ry, a w szcze­gól­no­ści jeśli roz­my­śla­nia kie­ru­ję w stro­nę jej kry­zy­su, przy­cho­dzi mi na myśl wła­śnie “Lek­cja reli­gii” mistrza Andrze­ja Siko­row­skie­go. Mam wte­dy to poczu­cie, że nie jestem sam z moimi wąt­pli­wo­ścia­mi, a wia­ra nie­jed­no ma imię…
Aran­ża­cja tego utwo­ru powsta­ła tak napraw­dę (i nie waham się tego otwar­cie napi­sać) w ramach “zaba­wy” nową kla­wia­tu­rą midi. I tak oto widać jak na dło­ni, że do nagrań nie potrze­ba ani głę­bo­kie­go natchnie­nia, ani wymyśl­nych roz­wią­zań tech­no­lo­gicz­nych.
Ot, chwi­la bez­tro­skiej przyjemności…

Podchodzą mnie wolne numery

Kla­sy­ka Mistrza Mły­nar­skie­go, utwór bar­dzo prze­ze mnie hołu­bio­ny nie tyl­ko ze wzglę­du na war­stwę tek­sto­wą. To aku­rat wyko­na­nie to wer­sja live z kon­cer­tu “Nowo­rocz­ny Kon­cert Kar­na­wa­ło­wy”, któ­ry odbył się 27 stycz­nia 2018 roku
w Teatrze Roz­ma­ito­ści GWITAJCIE.

Atlantyda

Genial­ny tekst Wisła­wy Szym­bor­skiej w nie­mniej genial­nej opra­wie muzycz­nej Grze­go­rza Tur­naua. Nie mia­łem naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści, aby wła­śnie ten utwór włą­czyć do moje­go wła­sne­go reci­ta­lu zaty­tu­ło­wa­ne­go “Z Miłosz-ci do muzy­ki”.
Wykon pro­sto ze sceny.

C’est La Vie

Nie­od­ża­ło­wa­ny Andrzej Zaucha i jego cudow­ne wyko­na­nie… No, ale sko­ro Zauchy zabra­kło, szko­da prze­pa­dać pięk­nej i mądrej pio­sen­ce. Utwór wybra­ny jako począ­tek spek­ta­klu “Stąd do Pary­ża”, któ­ry moż­na (rów­nież z moim skrom­nym udzia­łem) oglą­dać na deskach Teatru Roz­ma­ito­ści GWITAJCIE. Wer­sja live.

Fairy Tales

Utrzy­ma­ny w nastro­jo­wym cel­tyc­ko-skan­dy­naw­skim kli­ma­cie utwór, któ­re­go słów mam przy­jem­ność być auto­rem, a i zaśpie­wać się poważyłem.

Słynny niebieski prochowiec

Abso­lut­ny kla­syk. Kie­dyś przy­mie­rza­łem się do reci­ta­lu opar­te­go na utwo­rach Leonar­da Cohe­na w ory­gi­na­le lub w pięk­nych tłu­ma­cze­niach Macie­ja Zemba­te­go. Jak i wie­le innych pro­jek­tów ten rów­nież tra­fił do szu­fla­dy, gdzie pokrył się kurzem i paty­ną. Ale kil­ka pio­se­nek pozo­sta­ło i oto jed­na z nich.

Media Luz

Utwór przy­go­to­wy­wa­ny z myślą o spek­ta­klu Caf­fe­tin de Buenos Aires. Z jed­nym małym szcze­gó­łem: tutaj wyko­na­ny jest nie w tłu­ma­cze­niu, ale w ory­gi­na­le. Uwiel­biam brzmie­nie języ­ka hiszpańskiego.

Yira

Kolej­na pio­sen­ka z gatun­ku Tan­go argen­ti­no. Nie ma abso­lut­nie związ­ku z pro­jek­tem Caf­fe­tin de Buenos Aires, ale jest tak ład­na, że posta­no­wi­łem ją opra­co­wać nie­za­leż­nie od spek­ta­klu. Zde­cy­do­wa­nie jed­no moich ulu­bio­nych tang.